Znów dzwoni. Wibruje. Daje znać. Nasz kompan, trzecia ręka, wygadany i wyszczekany do granic możliwości (a raczej pojemności baterii) – telefon. Duża większość populacji posiada w dzisiejszych czasach swój własny osobisty telefon komórkowy – oczywiście niemalże każdy to smartfon, czyli taki aparat, który w mniejszym bądź większym stopniu ma dostęp i połączenie z internetem. Cały świat w kieszeni – to daje nam niemalże nieograniczone możliwości, od ciągłego kontaktu z klientem, na którym nam zależy, po totalne zatracenie się w mediach społecznościowych i bezrobocie. Z jednej skrajności w drugą. Czar pryska, gdy niefortunnie (bądź też celowo, pod wpływem silnych emocji) smartfon upada. Na chodnik. Do wody. Pod koła samochodu. Następuje tragiczny koniec. I co dalej ? Kolejny kredyt, albo… ubezpieczenie telefonu.
Jest już na świecie bardzo mało dorosłych ludzi, którzy na hasło „ubezpieczenie” nie reagują rozległą wysypką, nudnościami bądź nagłym atakiem złości. Liczba osób w mniejszy bądź większy sposób oszukana na dodatkowych ubezpieczeniach niebezpiecznie wzrasta co na przestrzeni lat utrudniło sprzedaż tych że produktów. Nie mniej jednak rynek ubezpieczycieli ciągle w zadziwiający sposób wzrasta, a klienci ciągle wykupują dodatkowe pakiety, które zapewniają spokojny sen i w magiczny sposób oszczędzają nasze pieniądze. Oczywiście zawsze są dwie strony medalu i nie można od razu przekreślać, bądź szufladkować tej grupy dostawców. Z jednej strony ubezpieczyciel, stereotypowo kojarzy się z panem w garniturze, który puka do wielu drzwi i wita klientów szerokim, trochę złowieszczym uśmiechem, wielką teczką z dokumentami i firmowymi długopisami. Wyklepane slogany, żarty na wejście – domokrążcy. Tak kiedyś określano ten typ pracowników, ale czasy się zmieniły. W dobie internetu raczej nikt już nie nachodzi ludzi w ich własnych domach – no chyba, że na podpisanie wcześniej ustalonej umowy. Do tego natomiast, służą dobrze wyposażone i zaaranżowane biura, do których klient jest zapraszany. Kawa, herbata może woda ? I już miła atmosfera przybliża nas do upragnionego kolejnego wystawionego wniosku. Jeszcze oczywiście uścisk dłoni i ten firmowy długopis. I tak właśnie myśli dużo większa część społeczeństwa.
Druga strona medalu jest zupełnie inna. Otóż istnieje gro ludzi, którzy skorzystali na dodatkowych ubezpieczeniach – czy to na sprzęt AGD bądź RTV, samochód, lub właśnie telefon. Coraz częściej klient na pierwszym miejscu stawia bezpieczeństwo, a to bezpośrednio kojarzy się z zapobieganiem katastrofy, lub z błyskawicznym posprzątaniem po niej. Ubezpieczenia działają i to jest fakt, ale żeby tak się stało trzeba przebrnąć przez zawiły i pełen pułapek labirynt zwany potocznie w skrócie jako „OWU”, czyli ogólne warunki ubezpieczenia. Pocieszające jest to, że na przestrzeni lat dokumenty te znacznie zmniejszyły swoją objętość co z jednej strony cieszy. Z drugiej strony natomiast poziom zawiłości i niezrozumiałości tekstu jest wciąż tak samo, przytłaczająco wysoki. Klient kupujący nowy sprzęt, dajmy na to smartfon, ma opcję zabezpieczyć go dodatkową gwarancją. Właśnie, celowo używa się słowa gwarancja, żeby na start nie odstraszyć klienta słowem ubezpieczenie, na które zapewne jego organizm zareagowałby wysypką. I tak przedstawiane są różne opcje : z przypadkowymi uszkodzeniami mechanicznymi, zalaniem, zapiaszczeniem, stłuczonym ekranem, rabunkiem, włamaniem etc. Oczywiście czym pakiet jest bogatszy, tym cena również wyższa. Coś za coś. Ważny jest też okres samego ubezpieczenia, a te raczej nie są zbyt długie. Ubezpieczając swój smartfon od przypadkowego stłuczenia ekranu, możemy zagwarantować sobie przeważnie rok bądź dwa lata spokoju. To również jest celowy zabieg, bo statystycznie rzecz biorąc użytkownik nowego telefonu nie cieszy się nim zbyt długo, gdyż szansa na to, że go stłucze jest bardzo wysoka. I tak przy zakupie sprzętu dopłacamy od kilkunastu do kilkudziesięciu procent wartości nowego urządzenia. Istnieją również dodatkowe „haczyki”, takie jak obowiązek dodatkowych kilkunastu-kilkudziesięciu procent dopłaty od początkowej wartości przy uznanej szkodzie całkowitej. Czyli de facto, czasami możemy w ogólnym rozrachunku dopłacić prawie połowę wartości sprzętu. Tak to właśnie wygląda w rzeczywistości.
Ubezpieczenia są, były i będą dostępne na rynku i to w różnych odsłonach. Dzieje się tak, ponieważ zapotrzebowanie na tego typu usługi jest bardzo duże. Wszystko definiuje klient, który chce jak najdłużej cieszyć się nowy sprzętem. Nic więc dziwnego, że mamy coraz więcej tego typu telefonicznych czy mailowych propozycji. Nie każdy może się z tym zgadzać, ale dopóki będzie na to popyt w parze będzie szła również jego siostra – podaż.

[Głosów:0    Średnia:0/5]

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here